cogito

Fanny Joly – mama Pralinki i setek innych postaci uwielbianych przez dzieci na całym świecie opowiada o swojej nowej książce i o sobie:-)

Skąd pomysł na nazwanie głównej bohaterki Praliną? Czyżby lubiła Pani słodycze?

Ha, ha, bardzo lubię słodycze, tak 🙂 Trochę mniej teraz, niż gdy miałam osiem lat, ale imię Pralinki nie jest związane z moim łakomstwem. Wiąże się raczej ze starym francuskim wyrażeniem (chyba z XVIII wieku) oznaczającym osobę delikatną, wrażliwą, trochę naiwną, bardzo emocjonalną, która się skarży i płacze z byle powodu… To także przezwisko, którym ochrzciła mnie szóstka moich starszych braci, bo gdy mi dokuczali, oczywiście płakałam!

Dobrze, że pisze Pani w „Pralince” o zwariowanych sprawach dziewczynek. Przecież nie tylko chłopaki mają przygody i wpadają w tarapaty! Czy Pralinka ma coś z Pani?

Dziękuję za tę zachętę. Nie lubię, gdy literatura jest przeznaczona wyłącznie dla dziewczynek czy dla chłopców. Lubię, gdy w opowieściach bohaterowie się mieszają. Jak w życiu. I najlepiej, żeby te opowieści bawiły. Uwielbiam się śmiać – i czytać. Bez humoru i książek życie byłoby dla mnie trudne.

Tak, to prawda, Pralinka trochę mnie przypomina. Wszystkie stworzone przeze mnie postacie mają trochę ze mnie, ale być może Pralinka trochę więcej niż reszta, bo także jest młodszą siostrą, a jej przygody często są powiązane właśnie z… jej dwoma braćmi! Jest szczera, przebojowa i stanowcza. Myślę, że też taka jestem.

cogito

Czy, tworząc książkę, pisze Pani dla kogoś? Ma Pani na myśli konkretną osobę – chłopca, dziewczynkę? Inaczej pisze się dla dziewczynek, a inaczej dla chłopców?

Nie piszę dla jednej konkretnej osoby. Piszę dla wszystkich znanych i nieznanych mi czytelników, którzy kupują moje książki i najwyraźniej im się one podobają. Sukces Pralinki pozwolił tej serii książeczek się rozwijać – ku mojej radości. Co do pisania w inny sposób dla dziewczynek i dla chłopców: to już chyba jasne, że daleko mi do tej idei.

Czym zajmuje się Pani oprócz pisania książek?

Długo wykonywałam różne zawody, zawsze krążące wokół pisania. Od szesnastego roku życia piszę dla teatru, ponieważ moja starsza siostra Sylvie chciała grać i bawić publiczność – śmiech jest w naszej rodzinie bardzo ważny. Odniosła sukces. Niestety, odeszła dwa lata temu. Wtedy jedyny raz w życiu się przez nią rozpłakałam. I to bardzo. Uwielbiałyśmy się. Przez ponad dwadzieścia lat pisałam także dla reklamy jako copywriterka. Zabawne zajęcie, ale jak na mój gust zbyt komercyjne. Przy tym wszystkim zaczęłam pisać książki dla dzieci, gdy miałam jakieś dwadzieścia pięć lat. Stopniowo sprzedaże, tłumaczenia, adaptacje na kreskówki itd. pozwoliły mi uczynić z pisania moje jedyne zajęcie.

Wiele dzieciaków chce zostać aktorami, ale też wiele pisarzami. Co może im Pani doradzić? Jak można nauczyć się pisać książki?

Radzę im czytać, czytać, czytać, nieważne co, dobre książki, złe (bez konieczności ich kończenia), gazety, bez umiaru. Aby sobie to ułatwić, doradzam zapisać się do biblioteki, by móc wypożyczać książki do woli – za darmo. Tak jest we Francji. Mam nadzieję, że w Polsce też… Polecam także prowadzenie dziennika opisującego, co nam się przytrafiło, co czujemy – zdarzenia, ludzi, sny, rozczarowania… W krajach anglosaskich można studiować powieściopisarstwo na uniwersytetach. We Francji ta dziedzina dopiero raczkuje…

Jak długo pisała Pani „Pralinkę”? W nocy czy w dzień? Długopisem czy na komputerze?:)

Pisanie każdego tomu „Pralinki” po francusku zajmuje mi około trzech miesięcy. Drugi tom polskiej „Pralinki” łączy trzy lub cztery francuskie tomy, jak sądzę. Sami policzcie. Piszę w dzień. Najwcześniej z rana, jak się da. Gdy inspiracja jest świeża i łatwo się skoncentrować w cichym domu. W ciągu dnia moja kreatywność się wyczerpuje, jak butelka, która się opróżnia. Piszę długopisem ORAZ na komputerze. Wiele razy przechodzę z jednego na drugie i z powrotem…

Jakie kreskówki lubi Pani najbardziej?

Nie przepadam za komiksami. Rzadko je czytam. Chyba że z powodów związanych z pracą. Znam się na nich za mało, by coś w tej sprawie ciekawego powiedzieć.

Ma Pani zwierzaki? Proszę o nich opowiedzieć.

Nie mam zwierzaków i prawie nigdy ich nie miałam. Oparłam się wszystkim namowom moich trojga dzieci. Mieszkamy w Paryżu. Dużo pracujemy. Zawsze uważałam, że nie mam ani miejsca, ani czasu, by wziąć na siebie opiekę nad zwierzakiem. Kiedyś jeden z moich synów kupił chomika za swoje kieszonkowe. Starannie się nim opiekował przez kilka dni. A potem się znudził. Chomik zrobił się smutny. Zaczął tracić sierść. A to spowodowało, że mój syn się od niego odwrócił. I zgadnijcie, kto musiał się nim zająć? Ja, oczywiście! Ten łysy chomik przeżył jeszcze wiele, wiele lat. Zemścił się! Ale ja również. Napisałam humorystyczną książkę o… chomiku.

 Jaka będzie Pani następna książka? O kim? O czym?

Mam wiele planów. Historie dla maluchów, średniaków i dorosłych. Dziewczynka z magicznymi kredkami, piekielne kocie trio, bardzo uzdolniona mysz, dziesiąta sprawa mojej detektywki Mirette i jej asystenta Patricka (zwanego Jan-Pat) w Egipcie, gadająca sroka, jedenasty tom o Pralince i jej straszliwych braciach, między innymi…

fjoly_warszawa4

„Pralinka nie daje za wygraną” – nowość!
5 (100%) 1 vote